niedziela, 14 stycznia 2007
Rozmawiamy przez telefon: Wiki: Nie lubię jak Mszę odprawia ten główny palant. Szymon: tzn. Proboszcz? Wiki: właśnie...
piątek, 12 stycznia 2007
Szymon: Po długim czasie bez wpisu powracamy z wielkim uderzeniem :) W ostatnim czasie wiele się wydarzyło i postanowiliśmy jakoś to zmemoryzować:) Otóż przedwczoraj dzwoni do mnie Wiki: "bla bla bla okres mi się spóźnia" - pytam o ile Ci się spóżnia? - "o dziesięć dni" - szok, konsternacja - zrobimy testy... W tym miejscu wypada coś sprostować. Otóż Wiki od tygodnia choruje, przyjmuje antybiotyki, kaszle jak gruźlik a do tego w ostatnim czasie namiętnie się odchudza (jakby miała z czego eh). Przyjeżdżam do Wiki i razem udajemy sie do apteki. Jej mama oczywiście próbowała się dowiedzieć gdzie to wychodzi jej chore dziecko. Udało nam się ją jakoś zbyć. Wyszliśmy, kupiliśmy... W drodze powrotnej: Szymon: bo mi w orzeszki zimno. Wiki: tylko się patrzy. Szymon: no co? chyba nie powiesz, że mam fistaszki Wiki: tylko się patrzy. Szymon: powiesz? :O Wiki: Jakbyś miał fistaszki to nie mielibyśmy tego problemu :) Konsternacja. Wracamy do domu: co? Jajeczko :P eh no właśnie (oby nie) Wróciliśmy do domu. Wiki dwa słówka do mnie w progu na co jej mama: "zachowujesz się jak kobieta w ciąży" - my po sobie - konsternacja.;/ Zamykamy się w pokoju. Test zrobiłem ja - Wiki trzęsły się ręce i widać, że była spięta i zdenerwowana. NEGATIVE - ciąży brak :) Wiki: to było najdłuższe 5 minut w moim życiu. Poszedłem umyć ręce. Wracając do pokoju jej ojciec: "a co wy tak często chodzicie do tej toalety? dość rozsiewania plemników" - po sobie - konsternacja? NIE - śmiech i to fanatyczny. Uspokojeni kładziemy się na sofie. Wchodzi jej siostra i spragniona rzuca się na napój stojący na stole, ale nie ma kubka. (na biurku obok stał kubek z moczem). Szymon: słuchaj tam stoi kubek... Siostra się do niego wyrywa. A my z Wiki oboje. Nie nie nie czekaj, nie bierz go. "Dlaczego" - pyta zdziwiona. Bo nie... Dzisiaj w południe Wiki dostała upragniony okres... Życie jest pełne przygód - ale na takie przygody chyba jesteśmy jeszcze za młodzi - jak uważasz Wiki? :))))
sobota, 07 października 2006
syty
Wracamy ze Sphinksa (kawiarnia - pub). Zjedliśmy porządną shoarmę. Ja jak zwykle mówię o nurtujących mnie wydarzeniach;) Ja: Bo wiesz kochanie S. to jest jakaś nienormalna, zamiast zerwać z W. to dalej z nim jest - toż to jest chore! Zresztą czego się nie robi z głupoty...(ciągnę dalej zafascynowana tematem) Szymon: Wiesz co Kochanie? Jak mam pełny brzuch to mi się uszy zatykają. Zamknął mnie na dobre.
piątek, 08 września 2006
będzie dobrze:*
Mój powrót miał być typowym wejściem smoka. Spodziewałem się przywitania z prawdziwego zdarzenia, że wszyscy tu na mnie czekają i w ogóle ciągle będą ze mną spędzać czas. I faktycznie. Przez dzień trwała euforia. Później wszyscy wrócili do swoich zajęć, a ja nareszcie mogłem położyć się w swoim łóżku i pospać aż do chwili, gdy się wyśpię. Czyli nigdy :P Najbardziej szkoda mi mojej Wiki, bo w tym roku nie udało jej się pokonać wszystkich przeciwności i musi przebyć kampanię wrześniową. Jedna bitwa przed nią - jutro zmierzy się z człowiekiem-demonem. Powodzenia Wiki :) będzie dobrze- wspomnisz moje słowa :) Włącza mi się mimo wszystko egoista i nie mogę przeboleć, że prawie całe wakacje spędzamy oddzielnie. To nic, że razem studiujemy, że w ciągu roku ciągle, dzień w dzień się widzimy. Ale wbrew pozorom tego czasu nie jest aż tak dużo. Ciągle w biegu, brak czasu na cokolwiek więcej niż zjedzenie wspólnie sałatki w pobliskim barze (który zresztą ostatnio częściej był zamknięty niż otwarty). Na koloniach człowiek bardzo często zastanawiał się nad swoimi celami w życiu. Czy droga, którą podążam jest tą właściwą? Czy to właśnie tak ma być? Czy leżąc na łożu śmierci nie będę żałował, że zmarnowałem sobie życie? Ja jestem pewny, że nie będę żałował ani jednej minuty spędzonej z Wiki - tak jak nie żałowałem do tej pory. Ona jest dla mnie kimś wyjątkowym - jak Werthers Oryginal - mój cukierek :))) Rodzaj żeński od cukierek? hmm krówka? <hahaha> to już lepiej niech zostanie cukiereczek - w końcu chodzi o słodycz, a nie mordoklejstwo :)) zostawie to lepiej póki nie pogrążę się jeszcze bardziej... :) Przed nami jeszcze pół miesiąca wakacji i już ja się postaram, żebyśmy spędzili w końcu ze sobą więcej czasu niż dotychczas Powodzenia na jutrzejszym egzaminie Wiki - trzymam pięty :****
sobota, 19 sierpnia 2006
decyzja:)
Teraz będzie chyba moja kolej na odwiedziny na koloniach:) Ot i wziął mnie zostawił...buuu;)Będę narzekać - nie ma innej opcji:) Nie wiem czy każda dziewczyna ma takie same potrzeby jak ja, ale wczoraj byłam, że tak powiem, w pełni szczęśliwa. Szymon wie o czym mówię - tak przynajmniej myślę:) W każdym razie będę się domagać tak częściej. Pewien mądry człowiek powiedział, że jeżeli czegoś się chce to trzeba o tym powiedzieć - to też zacznę robić:):***** Strzeż się:):***
poniedziałek, 17 lipca 2006
długi dzień, ale ile wrażeń...
W ostatnią sobotę byłem u Wiki na koloniach:) Jejku jak ja się stęskniłem za tą dziewczyną. Ale cała podróż nie obyła się bez kilku niespodzianek. Na początku okazało się, że autobusem nie dojadę ostatnie 22 km do miejscowości, w której znajduje się Wiki. No i co teraz? Autostop - na szczęście udało się w bardzo krótkim czasie i na miejscu byłem niespodziewanie szybko :) Wiki rzuciła mi się na szyję i tak chwilę została :) Przywitanie na 6 :))) Następnie było zapoznanie z obiektem, dziećmi, kierowniczką, pysznym obiadem (gołąbki w sosie grzybowym - paluszki lizać:) ) i ... kanapkami własnej roboty :) Jedynym mankamentem było to, że sam na sam praktycznie nie mogliśmy zostać. Cóż - ale przynajmniej mogłem przy niej być przez jakiś czas ;) W końcu nadszedł czas rozstania, a ja nie wiedziałem za bardzo jak wrócić do domu. Też stopem? Szliśmy już drogą na wylotówkę do Augustowa, gdy się odwróciłem i tam moim oczom ukazał się przystanek PKS. Okazało się, że był tego dnia jeszcze autobus <jupi> - wróciłem do domu o 22, w podróży prawie 9 godzin, ale warto było :) Jeszcze w busie miejskim byłem świadkiem jak jeden z pięciu opryszków opluł jednego z dwóch opryszków, tego pijanego. Tamten się rzucił i tak mało nie doszło do jatki na skalę autobusu :))) wszystko skończyło się szczęśliwie, bo trzeźwy pośród tych dwóch zabezpieczył ręce tego pijanego - obeszło się bez bitwy :) Ale było groźnie ;) jak na ringu :d Do powrotu Wiki pozostało trzy dni. Tak mało a jednak tak dużo. Już nie mogę się doczekać kiedy w końcu znowu się spotkamy... siła po naszej stronie :)))
piątek, 14 lipca 2006
Dzień za dniem - jak w serialu o Corckim Tucherze... dzisiejszy był wyjątkowo długi - mój pierwszy nieudany dzień w pracy, byłej pracy... z dystrybucji książek, o których mi mówiono wyszedł handel obwoźny niechcianymi książkami. Ale cóż - trudno! nie wszystko ma się w życiu na blacie podane :) W każdym bądź razie jutrzejszy dzień będzie przełomowy :) spotkam się w końcu z moją Wiki i uściskam ją z całych sił, żeby jej śliczne zielone "głazy" wyszły z orbit :) niech wie doskonale, że się cieszę :) a co :d Wiki czy Ty wiesz, że stajesz się dla mnie jak Walkiria dla strudzonych wojną wojowników normandzkich? jak kropla deszczu dla pustynnej surokatki, jak łyk dobrego piwa w upalne popołudnie :) jak żyzna ziemia dla upadającego ziarna, jesteś moją wiarą w lepsze jutro :) bo jutro będzie lepsze, bo znowu ujrzę Ciebie, Twój szczery uśmiech, poczucie humoru jak przed powrotem :> i mam nadzieję, że mi sie nie zmienisz od tych wszystkich dzieci - bo jak tak ja tam nic nie mówię, ale nie na darmo haftują po kątach :) to kara Wiki za złe zachowanie żart Słonko:*** już jutro się zobaczymy - słodki lizak :***
środa, 12 lipca 2006
Morfeusz czy Wiki :)
Jeśli to jest tęsknota za ukochaną osobą to ja już podziękuję. Jeśli tak chciałem spędzać czas wakacyjny to mam już tego wszystkiego dość. Może lekarstwem na tęsknotę i nudę będzie pracą? Dzisiaj byłem na rozmowie, ale zamiast wziąć mnie do magazynu wzięli do dystrybucji i zaopatrzenia - słowem przedstawiciel - i teraz nie wiem czy się cieszyć z pracy czy być raczej zdołowany nieznajomością branży i wymagań, które sobie przede mną postawią. Dzień szkoleniowy w piątek rano. Cholera jak ja wstanę tak wcześnie? :> Zaczynam bez mojej Wiki wariować. Widzieliście kiedyś Szymona wariata? To teraz macie szanse bo jak wróci moja Wiki to jak się do siebie przykleimy to jedyne co nas będzie mogło rozkleić to dobry rozpuszczalnik z Polmosu i objęcia Morfeusza :))) Póki co marzę o jej objęciach, bo z Morfeuszem sypiam codziennie a z moją Wiki niekoniecznie i to zasmuca. Ale za osiem dni będziemy znowu razem i przynajmniej to jest pocieszające. Osiem długich ciągnących się - jak polski asfalt - dni...
niedziela, 09 lipca 2006
postanowienie
Kolejny długi dzień samotności. Powoli się uodparniam od apokaliptycznego strachu i uczucia osamotnienia. Przecież ona ciągle jest - i nie rozstaliśmy się na długo - 20 lipca wróci do mnie i znowu będziemy blisko siebie. W celu lepszego zagospodarowania czasu postanowiłem zaskoczyć Cię Wiki kilkoma szczegółami :) teraz jeszcze nie wymienię ich wszystkich, bo możesz to przeczytać wcześniej niż je dostaniesz, więc się wstrzymam :) Mogę powiedzieć jedno: będziesz miała postawnego mężczyznę, bo ruszyłem kuper z miejsca i wziąłem się za siebie:) kefirek i gimnastyka, rower, pompki i znowu kefirek :) itd. Jest też coś do śmiechu, ale to już zobaczysz jak do mnie wrócisz. Włosi wygrali finał - cóż byłem za Francją. Wiki była za Portugalią - a nawet nie za Portugalią tylko za jednym piłkarzem :) jakby on sam mógł wygrać - pytanie: za jakim piłkarzem z Portugalii szaleją dziewczyny i dlaczego faceci tego nie rozumieją? Bo nam facetom liczy się to jak on gra a nie jak wygląda, a dziewczynom jak wygląda a nie jak gra :) ehh boski Cristiano :))) szok Dzisiaj do niej zadzwoniłem i od razu mi lżej. Nawet nie wiecie jak dobrze jest usłyszeć głos ukochanej osoby, nawet przez telefon :) trochę mi Wiki narzeka na dzieciaki i klimat, mówi, że jest ciężko, ale poradzi sobie i będzie dobrze :) nie ma innej opcji :))) ide spać - muszę się pogodzić z tym, że przez cztery najbliższe lata będziemy żyli "po włosku" :)
sobota, 08 lipca 2006
Dzien drugi - jeszcze dwanascie ;/
Dzisiaj jest dopiero drugi dzień bez mojej Wiki, a mi już odchodzą zmysły. Może łatwiej by mi było jakbym miał jakieś zajęcie i perspektywę zapomnienia chociaż na chwilę. Ale nie potrafię. To jest silniejsze ode mnie - ciągle myślę o Tobie - Wiki - i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Dzisiaj nawet pojechałem dla zabicia czasu nad rzekę na rowerach - no faktycznie - nie nudziliśmy się - prawie się utopił - musiałem go ratować. Także wrażeń miałem pod dostatkiem. Wróciliśmy i po 20 oglądaliśmy mecz o trzecie miejsce. Wszystko jest fajnie, ale strasznie brakuje mi Jej uśmiechu, żartu, zainteresowania, obecności na każde moje widzimisię. Wcześniej nawet jak się nie widzieliśmy to mogliśmy się spotkać spontanicznie, a teraz brak takiej możliwości strasznie mnie dołuje z tego powodu. Poza tym ciągle mnie nawiedzają jakieś dziwne myśli zazdrości, przez które chodzę jak podminowany i to również nie daje mi spokoju. Ufam jej ale nie potrafię się dostosować do nowej sytuacji. Do tego, że nie mogę jej dotknąć, porozmawiać... Wracaj do mnie Wiki i się już nie wygłupiaj :)...
|
|